fbpx

Instagram

Obserwuj mnie

Europa Podróże

Sylwester pełen wrażeń? Powitaj Nowy Rok w Walencji!

31/01/2019
walencja park nauki
Idealny pomysł na spędzenie Sylwestra pełnego wrażeń? To z pewnością wyjazd do Hiszpanii. Kiedy u nas temperatury spadają poniżej zera, tam w ostatni dzień roku mogłam zwiedzać miasto na rowerze wśród promieni słońca. Może moja opowieść zainspiruje Was do takiej podróży za rok i tak jak ja hucznie przywitacie Nowy Rok na Plaza del Ayuntamiento?

31 grudnia budzę się, a raczej po prostu wstaję o 3:30, bo ciężko spać czekając na zbliżającą się podróż. O 4:30 jestem już w samochodzie, po drodze zabieramy Kamilę i jedziemy na lotnisko w Modlinie. Zostawiamy za sobą mróz i równo o 7:00 wzbijamy się w powietrze. Po ok. 3h lądujemy w Walencji i cieszymy się słońcem, które przyjemnie rozświetla poranek – widok tak różny od wszechobecnej szarości w Polsce!

Dojazd z lotniska w Walencji do centrum jest bardzo łatwy dzięki bezpośredniej linii metra. W ciągu 25min dojedziecie do Estacio del Norte (stacja Xativa) linią 3 i 5.

Tapasy i tortilla czyli hiszpański poranek

Po wyjściu od razu rzuca się z prawej strony okrągła arena walk byków, czyli Plaza de Toros. Wyglądem przypomina amfiteatry z czasów Starożytnego Rzymu, a zbudowano ją w połowie XIX wieku. Zwykle odbywają się tu koncerty, walki byków można obejrzeć trzy razy w roku.

Idąc prosto mijamy główny plac Plaza del Ayuntamiento, gdzie trwają już przygotowania do wieczornej zabawy oraz animacje dla dzieci, a drogi są zamknięte dla samochodów. Zatrzymujemy się w barze Lizzaran na pierwsze hiszpańskie śniadanie. W witrynach leży pełno małych lub większych kanapek nazywanych tapas. To nieodłączny element kultury hiszpańskiej, mający swe źródła w legendzie o władcy, który ze względu na chorobę mógł jeść jedynie niewielkie porcje jedzenia i popijać je równie małymi ilościami wina. Innym wyjaśnieniem jest historia baru prowadzonego przez rolników w Sevilli, którzy przykrywali kieliszki z winem talerzami, by ochronić napój przed muchami. W pewnym momencie zaczęli na talerzykach podawać przekąski. Tapasy są bardzo różnorodne, ale jak się okazało, wegetarianie mogą mieć problem, by coś dla siebie znaleźć.
W Lizzaran można samodzielnie nałożyć sobie dania z witryny, a później zapłacić za ilość wykałaczek w zależności od wielkości (od 2,2 euro w górę). Ja musiałam zamówić coś ekstra ze względu na brak dostępnych wege opcji – kanapkę z tortilla de patatas (nie mylić z plackiem, na który mówimy tak w Polsce, tortilla de patatas to omlet z ziemniakami i różnymi dodatkami) oraz porcję warzyw. Bułka okazała się całkiem spora w odróżnieniu od widocznych gotowych porcji, ale poza tortillą nie miała nic już w środku. Warzywa natomiast były w panierce smażone na głębokim tłuszczu, to nie było lekkie danie, które chciałam zjeść na dobry początek dnia. Dobrze, że chociaż kawa była naprawdę wyśmienita z dostępnym mlekiem wegańskim.

Następnie idziemy się zameldować do apartamentu oddalonego tylko o 400 m. Dzięki uprzejmości właścicielki (co okazało się złudne) możemy już o 12:00 wejść do środka i zostawić rzeczy. Pierwsze co nas uderza po otwarciu drzwi to straszne zimno! Pytamy, czy można tu bardziej nagrzać, na co otrzymujemy informację, że grzejnik dopiero co został włączony. Mamy nadzieję, że niedługo zrobi się cieplej, a na razie szykujemy się wyjścia na miasto.

Co warto zobaczyć w Walencji?

Mercado Central – jeden z przykładów architektury walencjańskiej secesji, królującej na przełomie XIX i XX wieku. Widać tu też elementy gotyku – architektów inspirowały bowiem również pobliskie gotyckie budynki, np. Llotja de la Seda.

Na targu królują przede wszystkim wielkie nogi hiszpańskich szynek, co nie jest dla mnie przyjemnym widokiem. Próbujemy lokalnych likierów z ziemniaków, ryżu i czegoś jeszcze, które są naprawdę pyszne! Wiele miejsc jest już zamkniętych, a sprzedawcy w pośpiechu zbierają swój dobytek, ponieważ na pewno chcą odpocząć przed zbliżającą się zabawą.

Wypożyczamy rowery na 3 godziny za 5 € z punktu The Easy Way i jedziemy w kierunku parku Turia. Rower to zdecydowanie najlepszy sposób na zwiedzanie tego miasta, w którym znajdziemy dużo ścieżek rowerowych. Turia to największy park w Hiszpanii, ma on powierzchnię ponad 100 hektarów. Jeszcze w latach 50 XX wieku płynęła tędy rzeka, lecz – by zapobiec kolejnym powodziom – zmieniono jej bieg odsłaniając przestrzeń, którą do teraz władze miasta powoli zamieniają w przepiękne ogrody.

Dojeżdżamy do Miasteczka Kultury i Nauki, które jest obowiązkowym punktem na mapie Walencji. Jeden z “12 skarbów Hiszpanii”, jest kompleksem ośmiu budowli, w których mieści się m.in. planetarium, kino, największe w Europie oceanarium, interaktywne Muzeum Nauki, sceny teatralne. Budynki mają charakterystyczny wygląd: jeden miał przypominać lilię wodną, inny – szkielet wieloryba. Futurystyczny wygląd sprawił, że w Miasteczku kręcono sceny do jednego odcinka “Doktora Who”.
Jedną z zaobserwowanych przeze mnie ciekawostek był tzw. efekt “szepczącej galerii”. W jednej z sal znajdują się białe łuki, jeśli staniemy przy nich to usłyszymy słowa wypowiadane nawet ze znacznej odległości.
Spędzamy w Miasteczku większość czasu, podziwiając również piękny zachód słońca i zmieniające kolor budynki.

Po oddaniu rowerów szukamy czegoś do jedzenia, ale restauracje są zamknięte lub obowiązują w nich rezerwacje. Zupełnie o tym nie pomyślałam! Musimy zadowolić się przekąskami z Carrefoura, do którego wpadamy chwilę przed zamknięciem.

walencja zwiedzanie


Hiszpański Sylwester

O niczym innym teraz nie marzę jak o godzinie snu, ponieważ nie spałam dziś prawie wcale. Przeszkadza w tym jednak niska temperatura w mieszkaniu oraz hałasy zza nieszczelnych okien. Nic z tego nie będzie. Po krótkim odpoczynku pora w końcu na sylwestrowe ogarnięcie. Dobrze, że chociaż rum ze sklepu rozgrzewa atmosferę, bo bez tego byłoby ciężko umyć się w nieogrzewanej łazience.

Wychodzimy z mieszkania oczywiście za późno, bo… o 23:50! Pytamy o drogę na główny plac napotkanej grupki osób, która prowadzi nas ze sobą. Jedną z nich jest Włoch, który zapewnia nas o wyższości swojego miasta – Mediolanu – nad Walencją. Osobiście bardziej przypadło mi do gustu miasto, w którym obecnie przebywamy, więc nie przyznaję mu racji, na co nasz nowy znajomy obraca się napięcie i już go więcej nie widzimy.

Ale chwila… nie mamy najważniejszego, czyli 12 winogron, które musimy zaraz zjeść przy biciu dzwonów zegara o godzinie 12! Proszę o pomoc ludzi wokół, którzy mają pod dostatkiem tych owoców i chętnie się dzielą. Następuje magiczna chwila.. 10… 9… 8… 7… 6… 5… 4… 3… 2… 1… Szczęśliwego Nowego Roku! Wszyscy się całują, jedzą winogrona i życzą sobie wszystkiego co najlepsze! Strzelają fajerwerki (tak, wiem, biedne zwierzęta) i rozświetlają piękne budynki miasta. Z ratusza słychać muzykę i widać kolorowe wizualizacje. Przebijamy się bliżej, aby zobaczyć widowisko z bliska i wpadamy w rytm hiszpańskich dźwięków.
Muszę przyznać, że nigdy nie lubiłam Sylwestrów pod chmurką i to był mój pierwszy taki wieczór w życiu. Zawsze kojarzyło mi się to z osobami, które nie mają żadnych innych planów, z niebezpiecznymi petardami wśród ludzi oraz pijaństwem. W Walencji zupełnie zmieniłam zdanie na ten temat i wiem, że można bawić się kulturalnie.

Wszystkie imprezy w mieście zaczynają się bardzo późno. Hiszpanie przed 12 spędzają czas z rodzinami i znajomymi, chwilę przed biciem zegara wychodzą tłumnie na plac, a prawdziwą zabawę zaczynają dopiero o 1 w nocy.

Tak też było z nami.

Jak NIE wybierać klubu na Sylwestra?

Znalazłyśmy stronę ze spisem wszystkich imprez sylwestrowych w Walencji i na podstawie muzyki oraz ceny wybrałyśmy klub Jerusalem Pop&Rock. Im wcześniej kupiło się wejściówkę, tym była tańsza. Według opisu imprezy oraz samej nazwy klubu, miała być grana muzyka indie rock, rock i pop, czyli mieszanka – jak dla nas – przyjemna do zabawy. Przy wejściu miała na nas czekać lampka szampana, a dostałyśmy tylko tradycyjny pakiet zabawowy: czapkę, trąbkę, kotyliony i inne dziwne gadżety. Szatnia na dole jest niby pełna i wskazują nam, aby iść na górę. Na niebieskich wysokich schodach słychać już muzykę. Ale zaraz… słychać tu tylko disco, a gdzie nasze wybrane gatunki? Średnia wieku osób to 40+, nie chciałabym urazić czytających, po prostu spodziewałyśmy się młodszych osób. W głośnikach dalej dudniła disco muzyka starych przebojów, a kolejka do szatni była ogromna. Postałyśmy w kurtkach 20 minut i… zdecydowałyśmy, że wracamy grzecznie do mieszkania. W ten szalony sposób zakończyłyśmy zabawę bez zmęczenia i następnego dnia obudziłyśmy się bez kaca.

Wymyśliłyśmy, że po napełnieniu wanny gorącą wodą, para wodna będzie dodatkowo ogrzewać pomieszczenie i da się tam jakoś umyć. Plan był fajny, tylko nagrzanej w baniaku wody starczyło zaledwie dla jednej osoby…

Nowy Rok

Zamiast zjeść rano śniadanie z resztek sklepowych, ruszyłyśmy na poszukiwanie wymarzonej lokalizacji na wyśmienite noworoczne śniadanie. Okazało się to bardzo trudnym zadaniem. Już nawet usiadłyśmy w dwóch miejscach, ale po przeczytaniu karty okazało się, że poza klasyczną tortilla de patatas nic dla mnie nie ma lub czeka się na jedzenie bardzo długo. Poza tym, w Nowy Rok wiele lokali było zamkniętych i w efekcie jedzenie zobaczyłyśmy dopiero o godzinie 16! Co ciekawe, zatrzymałyśmy się w tym samym miejscu, które odwiedziłam dwa lata temu – Cafeteria La Virgen. Niestety wybrałyśmy je nie ze względu na walory smakowe dań, ale na szybkość ich podania. Moja paella wegetariańska dotarła w 20 minut, a makaron Kamili nawet szybciej. Nie można przecież wyjechać z Walencji bez zjedzenia ich tradycyjnej potrawy. Paella to danie na bazie ryżu, prawdopodobnie wymyślone przez hiszpańskich rolników z okolic Walencji, którzy w czasie krótkiej przerwy w pracy gotowali ryż z tym, co mieli pod ręką. Co prawda, ta oryginalna jest z kurczakiem i z mięsem królika, ale wolę o tym nie myśleć. Szkoda, że nie sprawdziłam wcześniej opinii o tym miejscu w internecie, które są niezbyt pochlebne, ale moja paella wcale nie była taka zła. Jedzenie umiliła jednak lokalizacja tuż przy Katedrze La Seu oraz Bazylice Matki Boskiej Opuszczonych na placu Virgen. Katedra jest ciekawym architektonicznie budynkiem, gdyż jej konstrukcja wznoszona była przez ponad dwa stulecia, mieszają się zatem tutaj wpływy romańskie, gotyckie, renesansowe, barokowe i neoklasycystyczne. Wcześniej na jej miejscu stała świątynia Wizygotów, później zamieniona na meczet. Bazylika została wzniesiona na ruinach rzymskiego forum, jest to piękny przykład architektury barokowej. Obie budowle łączy renesansowy łuk. Niestety, znowu nie udało mi się wejść do tych miejsc.

walencja zwiedzanie

Spacerujemy ulicą Calle Caballeros mijając różne knajpki (w większości zamknięte) i dochodzimy do dwóch gotyckich wież, które zostały zbudowane na początku XV wieku jako część murów obronnych. Były one częścią bramy (jednej z dwunastu), stanowiącej główne wejście do miasta. Ze względu na funkcję, którą miały pełnić, zbudowano je z bardzo twardego kamienia – dla ozdoby pokryto je natomiast miękkim wapieniem.

Muszę przyznać, że ze względu na Nowy Rok, wiele miejsc było zamkniętych, łącznie z Bazyliką, Katedrą, wieżami obronnymi i innymi punktami widokowymi, co trochę popsuło mi plany, ale zamiast tego po prostu spacerowałyśmy między hiszpańskimi uliczkami Walencji i odkrywałyśmy jej prawdziwy klimat.

Playa del cabanyal

Musiałyśmy zrealizować koniecznie jeszcze jeden punkt – plażę! Zrobiło się już późno, a ona wcale nie jest blisko położona. Autobusy jednak jeździły, więc chwila namysłu i w drogę! Po 20 minutach z Plaza del Ayuntamiento (bo nie było zupełnie ruchu, normalnie jedzie ok. 40 min!) wysiadłyśmy na przystanku i zmierzamy w kierunku piachu. Przez chwilę zawahałam się, czy to na pewno dobry pomysł, nikogo prawie nie mijałyśmy i nie widać było z daleka, że na plaży coś się może jeszcze dziać. W restauracjach siedzieli ludzie, ale po deptaku chodzili tylko nieliczni. Zdecydowałyśmy się na szybki bieg do morza i nie zostając tam długo, ruszyłyśmy z powrotem. Na piasku można było podziwiać rzeźbę ze śpiącym panem ochroniarzem.

Gdzie NIE nocować w Walencji?

Zdecydowanie nie polecam apartamentu El Rall, który mimo świetnej lokalizacji, zawiódł nas pod każdym innym względem. Jak już wspomniałam, w mieszkaniu od początku było bardzo zimno. Znajdował się tam tylko jeden, mały grzejnik w sypialni, który miał wystarczyć na ponad 50m2. Kiedy zamknęłyśmy drzwi do łazienki i salonu, można tam było względnie wytrzymać, ale korzystanie z innych pomieszczeń było naprawdę uciążliwe przez wieczorną temperaturę 5°C. Prysznic był zepsuty i nie dało się go używać jedną ręką, bo drugą trzeba było trzymać drugi przycisk. Okna były bardzo nieszczelne, przez co ciepło uciekało, a także było słychać wszystko z placu, na którym znajduje się restauracja o tej samej nazwie, należąca do właścicieli apartamentu.
W dodatku, na zdjęciach rezerwacji obiekt wyglądał zupełnie inaczej oraz miał mieć balkon. Czułam się po prostu oszukana, a po grzecznym zwróceniu uwagi właścicielce, nie otrzymałam nawet żadnych przeprosin czy odpowiedzi! Podobnie jak po wystawieniu negatywnej oceny na booking i facebooku, zamiast załagodzenia sprawy, zostałam jeszcze nazwana osobą bez kultury…

walencja restauracje tapas

Informacje praktyczne

Loty do Walencji

Kiedy wszyscy podczas lata cieszą się piękną pogodą, warto już wtedy pomyśleć o organizacji wyjazdu na Sylwestra. W opcji last minute są tylko wyjazdy zorganizowane z biurem podróży lub bilety czarterowe do egzotycznych krajów na dłużej.

Do Walencji dolecicie bezpośrednio linią Ryanair z Warszawy Modlin lub Krakowa.

Możecie też wrócić z innego miasta np. z Barcelony (jak ja) i dojechać do niego autobusem lub pociągiem.

Trasa Walencja – Barcelona

Poniżej trzy opcje pokonania trasy, które różnią się ceną w zależności od terminu.

Pierwsza opcja (wybrana przeze mnie): autobus firmy Alsa.
Czas podróży ok. 4h, przewoźnik informuje na stronie o biletach już od 25 zł, ale realny koszt bez dużego wyprzedzenia i promocji to 125 zł.
https://www.alsa.com/en/web/bus/coach/valencia-barcelona

Druga opcja: pociąg Renfe
Czas podróży: ok. 3h 10min – 3h 30 min, więc niewiele krócej od autobusu. Koszt w moim wybranym terminie był prawie dwa razy droższy od autobusu. Normalnie powinien jednak kosztować 100 – 200 zł.
http://www.renfe.com/

Trzecia opcja: samolot linii Vueling,
Czas podróży 55 min., ale należy doliczyć jednak czas dojazdu na dwa lotniska oraz odprawę, więc finalnie nie wychodzi to wcale szybciej, ani wygodniej.
Koszt zależy od terminu, ale przeważnie można trafić na bilet w tej samej cenie, co autobus lub pociąg.

[ Sprawdż tanie loty do Walencji ]

Wyjazd uważam za udany, odrobina ciepła w środku zimy zawsze się przydaje! Następnym razem muszę być tylko przygotowana na lokale i atrakcje zamknięte w pierwszy dzień nowego roku 🙂 Mimo pewnych niedogodności, będę dobrze wspominać mój hiszpański Sylwester w Walencji i mogę każdemu szczerze polecić ten sposób świętowania.

    Zostaw komentarz